Bangkok: o świątyniach słów kilka

Układając plan naszej azjatyckiej podróży często słyszałam, że te wszystkie azjatyckie świątynie wyglądają tak samo i w zupełności wystarczy odwiedzić dwie lub trzy. Po takiej ilości świątynnych wrażeń ma się zdecydowanie ich już dosyć. Wizyta w Longshan Temple na Tajwanie, o której pisałam tutaj, nie należała do tych nudnych – wręcz przeciwnie. Mimo, że było to miejsce na mapie każdego turysty w Taipei to nie rzucali się oni w oczy i z ciekawością obserwowałam modlących się tubylców.
Bangkok to jednak trochę inna para kaloszy. Po pierwsze liczba turystów jest zdecydowanie większa niż na Tajwanie. Po drugie lista świątyń z kategorii „must see“ również jest dłuższa. Po trzecie wstęp do świątyń w stolicy Tajlandii jest płatny.

 

 

JAK PRZYGOTOWAĆ SIĘ DO WIZYTY W TAJSKICH ŚWIĄTYNIACH?

W świątyniach w Tajlandii obowiązuje dresscode, którego należy przestrzegać. Obowiązkowe są zakryte ramiona i kolana – krótkie spodenki i koszulka na naramkach nie przejdą. W takim stroju po prostu nikt cię na teren świątyni nie wpuści. Na pocieszenie dodam, że w Bangkoku łatwo zapotarzyc się w turystyczny outfit świątynny – sklepy z przewiewnymi spodniami w słonie itp. królują na słynnej Khao San Road. Tak więc planując wizytę w świątyni, warto wcześniej zapakować do plecaka t-shirt, długie spodnie lub chustę, którą można się okryć.
Zazwyczaj (bo są wyjątki) przed wejściem do świątyni należy zdjąć buty – właśnie w tym celu ustawione są liczne półki, gdzie twoje klapki cierpliwie oczekują na twój powrót z wizyty u Buddy. Osobniki bojące się grzybicy stóp mogą spokojnie wejść do świątyni w skarpetkach, Budda nie będzie z tego powodu na ciebie zły!

 

 

Wat Phra Kaew & Wielki Pałac

Świątynie zlokalizowane na sztucznej wyspie Ko Ratanakosin (uchodzącej za kolebkę Bangkoku) należą do największych atrakcji stolicy.
Wat Phra Kaew i Wielki Pałac stanowią ogromny kompleks, do którego obowiązuje jeden bilet. Wstęp tam jest – jak na Tajlandię –  wyjątkowo drogi, bowiem kosztuje aż 500 BHT (czyli ok. 55 PLN). Cena ta nie odstrasza jednak turystów – przez teren świątyni przewijają się setki (a w godzinach szczytu może i tysiące) zwiedzających.

Wat Phra Kaew (Świątynia Szmaragdowego Buddy) było niemałym wyzwaniem do fotografowania – nie dość, że wszędzie łażą ludzie to jeszcze zabudowa taka jakaś ciasna. No cóż, liczne błyszczące, złote i srebrne detale mieniące się w słońcu też robią wrażenie.

 

Punktem obowiązkowym jest posąg szmaragdowego Buddy, usadowiony na złotym cokole z baldachimem. Niestety, nie można tam robić zdjęć, więc musisz jechać go osobiście zobaczyć.

 

Wejście do Wielkiego Pałacu przegapiłyśmy – w dzień po przylocie za zwiedzanie zabrałyśmy się dosyć późno i pałac nam zamknęli. Nie ma jednak co płakać, jeśli na liście jest jeszcze jedna świątynia do odwiedzenia!

 

Wat Pho – kocia świątynia

Niedaleko Wat Phra Kaew mieści się Wat Pho, która zalicza się do największych i zarazem najstarszych świątyń buddyjskich w Bangkoku. Na powierzchni 80.000m² znajduje się ponad tysiąc wizerunków Buddy, a najsłynniejszym z nich jest przeogromny Leżący Budda. Jednak w Wat Pho nie tylko Budd jest mnostwo…
Już na wejściu przywitała nas pani strażniczka z kotem na kolanach. Uroczo. Weszłyśmy na teren swiatynii, a tam jeden kot, drugi, trzeci…czwarty, piąty i tak dalej! Wtedy już było jasne, że Wat Pho zostanie moją ulubioną tajską świątynią.

 

Wat Saket

Wat Saket zwana jest inaczej Świątynią Złotej Góry. Po dotychczas dwóch odwiedzonych świątyniach jeszcze się one nam nie znudziły, więc postanowiłyśmy zainwestować te 20 BHT i pokontemplować Bangkok ze szczytu Złotej Góry. Na terenie Wat Saket znajduje się sztucznie usypane wzgórze o wysokości 79 m, ukoronowane wysokim na 58 m złotym chedi. Prowadzą do niego 318 schody, skąd rozciąga się widok na całe miasto.

 

Podsumowując udało nam się odwiedzić trzy świątynie w samym Bangkoku, z których każda była naprawdę inna. Wszystkie były jednak oblężone przez turystów, przez co wyjątkowo trudne jest kontemplowanie modlących się wiernych i ich obrządków. Że względów czasowych niestety nie udało nam się dotrzeć do Wat Arun, czyli Świątyni Świtu. Przynajmniej będzie jeszcze jakiś punkt do odhaczenia przy kolejnej wizycie w Bangkoku… ;-)