Damnoen Saudak – tajski targ na wodzie

Floating markets, czyli pływające targi są jedną z atrakcji, którą będąc w Tajlandii koniecznie trzeba zobaczyć. W przeszłości Bangkok, jak i wiele tajskich miast, był poprzecinany licznymi kanałami, które pełniły rolę najważniejszych dróg transportowych, a co za tym idzie – kwitł tam handel. Z czasem jednak wiele z nich zostało zasypanych i powstały na nich ulice lub sieć kanalizacji.

Bazarów na wodzie w okolicach Bangkoku jest kilka, lecz Damnoen Saduak oddalony około 100 km od stolicy należy do największych z nich.

100 km transportem publicznym w Tajlandii to nielada wyprawa. Żeby nie marnować czasu na dojazdy (i ich ogarnianie) poszłyśmy na łatwiznę i kupiłyśmy półdniową wycieczkę na Khao San Road. Zdecydowana większość biur oferuje taki sam program i taką samą cenę – 250 BHT (ok. 28 zł).

Po dwóch godzinach jazdy wyboistymi, tajskimi autostradami dotarliśmy do Damnoen Saudak. Największy pływający targ jest zarazem najbardziej turystycznym, przez co traci sporo na autentyczności – handlarze dryfujący na swoich tradycyjnych, drewnianych łódkach nastawieni są głównie na gości z zagranicy sprzedając owoce po zawyżonych cenach i kiczowate pamiątki. Gdzieniegdzie można zrobić sobie nawet zdjęcie z ogromnymi wężami i innymi przyćpanymi zwierzętami – to chyba największy minus tego miejsca.

Mimo wspomnianych minusów dryfujący na wodzie bazar jest całkiem interesującą rozrywką. Za bodajże 150 BHT (ok. 16 zł) można niemal natychmiast na wejściu wykupić przejażdżkę łajbą targowymi kanałami. Płynie się dobre pół godziny walcząc o przetrwanie (a raczej stabilne utrzymanie się na łodzi) i ciągle zderzając się z innymi krypami wypchanymi turystami. Za młodu popylało się samochodzikami w parkach rozyrwki – wrażenia na floating market są całkiem podobne!

Na kanałach dryfują sobie nie tylko turyści, ale także sprzedawcy. Drive thru co parę metrów – zamiast hamburgera i frytek kupisz lody kokosowe, mango sticky rice, młodego kokosa, a nawet pad thaia. Dla januszy znajdzie się również piwo. Tak sobie płynąc raz po raz łódka łapana jest hakiem na kiju przez handlarzy mających swoje stoiska przy brzegu. Grube zachodnie ryby przyciągane są wtedy do straganu i prezentowane są im przedmioty pierwszej potrzeby, takie jak kapelusze, popielniczki, figurki i inne bibeloty, które może i by zainteresowały mnie 25 lat temu.

Mini koksowe placki – godne polecenia!

Targ jest czynny codziennie od samego rana (to wtedy tubylcy robią tam zakupy) do południa, kiedy to łódki wypelnaja się gościami z zachodu.